Manifest Aleksandra Dugina

22.03.2021

Manifest Wielkiego Przebudzenia czytamy jednym tchem. Poza przenikliwością umysłu, jego autorowi Aleksandrowi Duginowi nie sposób odmówić też ogromnego talentu literackiego. Sposób prezentowania jego postaci i dorobku w polskich mediach jest. niestety, skrajnie zdeformowany. Mamy zazwyczaj do czynienia z demonizacją rosyjskiego filozofa i próbami przypisywania mu cech niemal diabolicznych.

Tymczasem prof. Aleksandr Dugin jest myślicielem bez wątpienia wpływowym i znaczącym, ale z pewnością nie kształtującym koncepcji polityki współczesnej Rosji. Z prostej przyczyny: polityka ta jest wypadkową wielu czynników, nierzadko kompromisem pomiędzy różnymi punktami widzenia. Nie zmienia to faktu, że Dugin jest pośród współczesnych autorów refleksji o polityce i kulturze postacią fascynującą, a jego dorobek - choć niejednokrotnie budzący spore kontrowersje - wart jest analizowania i studiowania. Wychodząc z tego przekonania, „Myśl Polska" zdecydowała się w wydaniu internetowym przybliżyć polskim czytelnikom jego „Manifest Welklego Przebudzenia", tekst ważny również z punktu widzenia polskich debat nad przyszłością cywilizacji i ludzkości.

Cały tekst przeniknięty jest jednoznacznością. Niczym Carl Schmltt; Dugin zdaje się twierdzić, że podstawowym punktem wyjścia każdej polityki i doktryny jest jasne i wyraziste zdefiniowanie przeciwnika. JJasza misja polega na tym* by stać się 'katechonem' powstrzymującym I tamującym nadefkle ostatecznego zła" - pisze i „zło" to definiuje w sposób konkretny, nie pozostawiający żadnych wątpliwości. Jest nim szeroko rozumiany liberalizm, a właściwie kierunek, w którym zmierza on po ogłoszeniu przez globalistów z Davos (Klausa Schwaba i księcia Walii Karola) tzw. Wielkiego Resetu. Dugin nie poprzestaje na krytyce neoliberalizmu, tak powszechnej w różnych nurtach kontestatorskiej myśli tzw. Zachodu. Nie niuansuje i nie głosi hasła „liberalizm tak, wypaczenia nie". Według niego, nie ma dobrego liberalizmu, bo każdy liberalizm dąży siłą swej wewnętrznej logiki do posthumanizmu, jako efektu wymienianego wielokrotnie na kartach manifestu „wyzwolenia człowieka od wszelkiej tożsamości zbiorowej".

Interesująco analizuje korzenie filozoficzne doktryn liberalnych, opisując średniowieczny, scholastyczny spór o uniwersalia. Wyraźnie uznaje się za spadkobiercę realistów uznających ogólność i gatunkowość bytu, a w sferze społecznej - tożsamość zbiorową. I jednoznacznie potępia nominalizm, jako stanowisko przeciwne, uznające, że byt ma jedynie charakter jednostkowy, a jego indywidualność uniemożliwia w skrajnym przypadku stwierdzenie istnienia czegoś więcej niż językowa konwencja. Według Aleksandra Dugina, politycznym, ekonomicznym i społecznym rozwinięciem nominalizmu w onto- logii jest właśnie liberalizm.

Początkowo wynosi on jednostkę z jej prawami i roszczeniami ponad wszelką wspólnotę, bowiem przecież ta wspólnota realnie - według nominalistów - nie istnieje. Z czasem jednak przechodzi do własnej antytezy, unicestwiając również człowieka jako jednostkę. Po likwidacji ludzkości, jako struktury również posiadającej pewną tożsamość zbiorową, pozostaną - według rosyjskiego myśliciela - nie tyle autonomiczne jednostki, niepowtarzalne i posiadające swoją indywidualną tożsamość. Raczej technologia sprawi, że wszelka indywidualność zostanie zredukowana do zbioru organów, biologicznej masy, z której części zamienne czerpać będzie można w razie potrzeby na różne sposoby. Dugin przekonany jest, że stoimy u progu osobliwości technologicznej (ang. singularity) zjawiska opisanego przed laty przez amerykańskiego pisarza science fiction i matematyka Vernora Vlnge'a, który określił tym mianem przełom technologiczny tak głęboki, że po nim jakiekolwiek dalsze przewidywania kierunków rozwoju cywilizacji nie będą niczym więcej, jak wróżeniem z fusów. Może się on współcześnie wiązać ze wzrostem znaczenia Sztucznej Inteligencji, robotyzacją czy biotechnologią, które łącznie prowadzić mogą do ery posthumanizmu oznaczającej osiągnięcie przez wybrane jednostki stanu nieśmiertelności. Brzmi to nadzwyczaj śmiało, ale przypomnijmy, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu równie śmiało brzmiały wizje fantastyczno-naukowe choćby Stanisława Lema, które dziś, w nieco zmodyfikowanej rzecz jasna formie, są częścią naszej codzienności. Eschatologiczna bitwa z Wielkim Resetem ma być zatem bitwą o człowieczeństwo, o Homo sapiens jako gatunek zagrożony unicestwieniem.

Manifest Dugina jest więc tekstem czysto manicheistycznym, nie pozstawiającym żadnych złudzeń, co do tego, że jego autor w sposób jednoznaczny definiuje cywilizacyjne zło i cywilizacyjne dobro. Nie ma w nim miejsca na opisywanie odcieni szarości i form pośrednich. Mamy za to ogromny ładunek emocji wobec jasno zdefiniowanego przeciwnika: „I w końcu 'Wielki Reset' ogłosiła garstka zdegenerowanych i ledwie dyszących globalistycznych staruszków bliskich stanu

demencji (Biden, pomarszczony łajdak Soros i spasiony Burger Schwab) oraz marginalne, zdege- nerowane męty mające ilustrować możliwość oszałamiającej kariery otwartą dla każdego zera. Faktycznie, pracują dla nich giełdy i drukarki pieniędzy, złodzieje z Wall Street i narkomani-wynalazcy z Doliny Krzemowej. Mają do dyspozycji zdyscyplinowanych funkcjonariuszy wywiadu i posłusznych generałów armii. Ale to wszystko niemal nic w porównaniu z ludzkością - z ludźmi pracy i myśli, prawdziwymi instytucjami religijnymi i bogactwem autentycznych kultur".

Nie ma rozróżnienia na różne odcienie liberalizmu, choć w pewnych fragmentach pojawiają się elementy zrozumienia dla „starych" demokratów i „starych" liberałów. Warto jednak zaznaczyć, że Aleksandr Dugin nie dokonuje wyraźnego oddzielenia tych „starych", spośród których wielu przecież krytykowało ład globalistyczny (choćby John Ra^s, w pewnym okresie John Gray, a u nas Andrzej Walckl), od neoliberałów będących promotorami obecnego kształtu stosunków społeczno-ekonomicznych.

Duglnowskle „Wielkie Przebudzenie" jest rówleż swoistym pożegnaniem z geopolityką. Nie ma tu już odwołań do geopolitycznego determinizmu. „'Wielki Reset' w geopolityce oznaczać będzie syntezę 'promocji demokracji' z 'neokonserwatywną agresywną strategią totalnej dominacji', będącą głównym elmentem polityki 'neo- konserwatystów"' - pisze rosyjski myśliciel, ale jednocześnie koncentruje się na całkowicie odchodzącej od klasycznej geopolityki, cywilizacyjnej linii podziału, uznając, że świat można opisać, relacjonując konflikt na linii zwolennicy posthumanizmu - zwolennicy tożsamości zbiorowej.

Ta linia podziału przebiegająca w poprzek poszczególnych społeczeństw ma w zasadzie, choć autor tego nie mówi, charakter klasowy; d pierwsi to bowiem ludzie z zamożnego 1% ludzkośd, kontrolujący lub obsługujący gigantyczne korporacje i zaawansowane technologie; ci drudzy - cała reszta, coraz mniej wewnętrznie zróżnicowana, bo - jak nie bez racji zauważa Dugin - mamy do czynienia ze stopniowym zanikiem tak przez lata fetyszyzowanej klasy średniej. W tym kontekście geopolityka może być tylko doraźnym, pomocniczym instrumentem wykorzystywanym w rywalizacji dwóch obozów, na które podzielona jest ludzkość.

W tych obozach, jak wspomniano, zasiadają przedstawiciele różnych krajów i narodowośd. Globa- listyczna elita ma co do zasady charakter intemacjonalistyczny. Ale naprzeciwko niej staje lud ze wszyst kich zakątków Ziemi. Ten lud wyraża swój bunt również na tzw. Zachodzie. Dugin sporo miejsca poświęca omówieniu sytuacji w Stanach Zjednoczonych, sugerując, że połowa ludności tego kraju to mniej lub bardziej świadomi zwolennicy „Wielkiego Przebudzenia". Zresztą, jak przyznaje, to właśnie popierający Donalda Trumpa Amerykanie zaproponowali termin Great Awakening w opozycji do Great Reset. I tutaj pojawia się najbardziej chyba kontrowersyjna teza manifestu rosyjskiego filozofa. „Trump chciał powrotu do epoki państw narodowych, czyli formuł biegnących pod prąd nurtowi historii (w rozumieniu liberałów). 'Stare, dobre wczoraj' przeciwstawił 'globalistycznemu dziś' i 'posthumanistycznemu jutru"' - pisze.

Kontrowersyjność takiego stwierdzenia wynika przede wszystkim z różnych ocen bilansu prezydentury amerykańskiego miliardera. Można przecież rzeczowo uargu- mentować prawdziwość tezy, że faktyczne, jakościowe zmiany za czasów jego kadencji w istocie nie miały miejsca. Że cały jego dorobek sprowadzić można do określonego sztafażu retorycznego, za którym nie szły żadne polityczne decyzje i działania. Można jednak uznać - i tak zdaje się robić Dugin - że już sam fakt użycia odmiennej od glo- balistycznej retoryki jest istotną zmianą, pozwalającą uznać Trumpa, a przede wszystkim jego zwolenników za sojuszników w walce z Wielkim Resetem.

Zresztą, Aleksandr Dugin zdaje się przypominać, że były już amerykański prezydent i nawet jego najbardziej politycznie świadomi stronnicy, jak Stew Bannon, charakteryzowali się „wąskimi horyzontami geopolitycznymi". Ogólna pozytywna ocena Donalda Trumpa, wywodzenie z tego okresu całego nurtu myślenia politycznego określonego przez autora mianem trumpizmu, mogą być uznane za zbyt optymistyczną diagnozę stanu amerykańskiego społeczeństwa. Niezależnie od preferencji politycznych, panuje tam bowiem nieustannie przechył liberalno-indywi- dualistyczny, niekiedy wręcz liberta riański, nie mówiąc już o konsekwentnie okazywanym braku uznania prawa innych kręgów kulturowych na budowę zgodnych z własną tradycją struktur politycznych. Polityka Donalda Trumpa - choćby wobec Iranu i na Bliskim Wschodzie - mogą zatem raczej stanowić dowód, że niewiele się zmieniło. Kwestią analizy systemu podejmowania decyzji politycznych jest wykazanie, ile faktycznych wpływów posiadał Trump, a na ile rzeczywistymi decydentami w latach 2016-2020 pozostawali wciąż ludzie wchodzący w skład tzw. deep State.

Interesujące są natomiast spostrzeżenia Aleksandra Dugina dotyczące Europy. „Nienawiść wobec liberałów narasta w Europie z dwóch stron: lewica postrzega ich jako przedstawicieli wielkiego kapitału, wyzyskiwaczy pozbawionych wszelkiej przywoitości; zaś prawica

-    jako inicjatorów sztucznie wywołanej masowej imigracji, niszczących ostatnie elementy wartości tradycyjnych, zabójców kultury europejskiej i grabarzy klasy średniej"

-    czytamy. Dugin przekonuje o niesłabnącej atrakcyjności ideologii na Starym Kontynencie, ale pisze też o konieczności sformułowania nowej propozycji, którą nazywa „populizmem integralnym". Aby do tego doszło, sugeruje, niezbędne jest csłko^te porzucenie archaicznego podziału na ledcę I pracę: „ostateczne zatarcie granicy pomiędzy lewicą i prawicą (czyli konieczne odżegnanie się tej pierwszej od sztucznie wykreowanego 'antyfa- szyzmu', a tej drugiej - od podobnie sztucznego 'antykomunizmu')".

Niezwykle istotną rolę, według Dugina, w nowym starciu sił dobra (Wielkie Przebudzenie) i zła (Wielki Reset) odegrają też cywilizacje nie- zachodnie, podążające swoją odrębną drogą rozwoju i zachowujące mocną tożsamość: chińska (Dugin odrzuca tu modne w niektórych kręgach przekonanie o udziale Pekinu w projekcie globalistycznym), świat islamu (zarówno sunnicka, jak i szyicka jego część) oraz rosyjska. Tą ostatnią definiuje w kategoriach eurazjatyzmu jako syntezę bizantynizmu i turanizmu. Nadaje jej również kluczową rolę, proponując podejście oparte na misjonizmie, przekonaniu, że Moskwa ma szczególną funkcję do odegrania w walce z eschatologicznym złem posthumanizmu.

Dugin uważa, że w miarę zaostrzania się cywilizacyjnej konfrontacji nawet część „starych" liberałów może decydować się na przejście do obozu przeciwników totalitarnej, politycznie poprawnej cenzury, której nowa fala podniosła się wraz ze zwycięstwem Bidena w amerykańskich wyborach prezydenckich.

Dugina warto czytać, mimo dyskusyjności wielu stawianych przez niego tez. Z pewnością jest on bowiem tym ze współczesnych rosyjskich intelektualistów, którzy w atrakcyjnej formie potrafią przedstawić oryginalną, autorską interpretację globalnych procesów, szczególnie po tym, jak przyspieszyły one gwałtownie w 2020 roku.

„Manifest Welklego Przebudzenia" dostępny jest w cateid w języku polskim na portalu myslpolska.lnfo.