Ustawa o IPN, czyli oblany test na suwerenność

02.07.2018

W ubiegłym tygodniu o działaniach Sejmu i rządu III RP w sprawie zmiany ustawy o IPN informowały media na całym świecie. Wszystkie tytuły brzmiały: „Polska kapituluje” i „Polska się cofa”.

Mądrość etapu

Tę oczywistą konkluzję potwierdził wspólny występ premierów. To znaczy teoretycznie wspólny. W realu bowiem to premier "Izraela" odczytał oświadczenie za Morawieckiego, premierowi Polski łaskawie pozwalając powtórzyć po sobie i jasno pokazując kto jest ważniejszy i naprawdę odniósł zwycięstwo. Mazeł Tow! 

Już po kilku godzinach spin-doktorzy PiS-u wymęczyli wprawdzie pakiecik jakichś słabiutkich uzasadnień dla kolejnego rzekomego sukcesu „dobrej zmiany”, kto jednak miał okazję na żywo oglądać przeczołganie polskiego premiera – ten musiał pozbyć się złudzeń. Premier Morawiecki poszedł do restauracji, zjadł g... i jeszcze musi chwalić menu i kucharza. Można by mu było nawet współczuć, z drugiej jednak strony przecież sam się o to prosił? Przede wszystkim szef rządu polskiego zachowywał się jak każdy kapitulant i rozwodził nad kompletnie nieistotnymi detalami, prześlizgując nad tym, co oddał – przede wszystkim jednak i co najważniejsze, nikt Morawieckiego nie słuchał. Nikt na świecie. Całe rozpaczliwie długie i chaotyczne wystąpienie szefa rządu było przeznaczone wyłącznie na użytek krajowy – i to tym gorzej! Lepiej by bowiem było, gdyby premier te swoje jęki i usprawiedliwienia wygłaszał do świata, a Polacy mogli posłuchać całości komentarzy do triumfalnego wystąpienia Netanyahu. W końcu, skoro to on jest najważniejszy w III RP - to chyba kluczowe jest co on miał do powiedzenia, a nie ten biedny chłopiec...

Netanyahu nie miał jednak nic do dodania polskim szabesgojom, których twardo ograł. Chcąc nie chcąc więc trzeba było słuchać pisków Morawieckiego – a te z każdym zdaniem brzmiały coraz gorzej i coraz bardziej pogrążały propagandę PiS-u. Premier Morawiecki przyznał m.in., że między "większością środowisk żydowskich na świecie a Izraelem" istnieje łączność operacyjna. A zatem sam zakwestionował jedną z podstawowych tez PiS-u, że służą "Izraelowi" żeby obronić się przed naciskiem globalnego syjonizmu. Sam premier III RP potwierdził tymczasem, że jest to ta sama siła, której właśnie uległ!

Z innych detali tylko ponury uśmiech mogło wywołać odwołanie się przez obu polityków do „swobody badań nad "holocaustem"... Ha, brzmiało to całkiem fajnie, czyżbyśmy więc mogli znowu dodawać zgodnie z zasadami matematyki, a nie tak, żeby zawsze musiało wyjść święte "6 milionów"? Nie, no nie popadajmy w przesadę. "Nie można ograniczyć badań nad holocaustem - o ile nie będą one antysemickie" – zastrzegł od razu Netanyahu. No tak. To logiczne. Wolność może być tylko pro-semicka, nauka zresztą też, nie mówiąc o polityce. Szczególnie tej w Polsce Ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości?

Reszta wystąpienia premiera powinna już była pozostać milczeniem. Aż żal, że nie brał w niej udziału marszałek Kuchciński, bo mógłby swoim zwyczajem wyłączyć temu biedakowi mikrofon. Opowiadanie o "Sztoltenbergu, walkirii i Kanarisie" było już tak żenujące, że mogło wywołać tylko okrzyk: „niech on się/nas już nie męczy…”. Względnie zarządzić jak w „Misiu”: "Zamieńcie premiera na psa... niech on nie miauczy!"

Las… plusów

No dobra, ale tym w telewizji przynajmniej za to płacą. Czy jednak istnieje jakiś żywy, zwykły PiS-owiec, który dziś naprawdę podskakuje z radości, klaszcze i woła: "Hurrra, zwycięstwo, ale im pokazaliśmy!"?

Tak tylko pytam, dla pełności profilu psychologicznego...

Z pierwszego oglądu, wydaje się, że zwolennicy i aktyw PiS-u podzielili się wstępnie w internecie na:

1. ENTUZJASTÓW, powtarzających wersję premiera, tzn. że odnieśliśmy niesamowity sukces, te 5 pięć miesięcy z nowelizacją - to większe zwycięstwo, niż gdyby jej zapisy obowiązywały nadal itp.

Tych wnerwia przypominanie, że rzekome obowiązywanie - to odmowy stosowania nowych przepisów przez prokuratury[i]i całkowita bierność i bezradność władz Polski wobec ataków międzynarodowych.

2. REALISTÓW. Cholera wie skąd się wzięli w PiS-ie, ale nagle tłumaczą jak liczy się bilans sił, rozsądek, umiar i stonowanie emocji w polityce międzynarodowej itd.

Ci irytują się na wskazanie, że nie chodziło już o martwe zapisy ustawy o IPN, ale o potwierdzenie bądź zanegowanie suwerenności Polski.

3. KIBICÓW. Uparcie powtarzających tylko, że "Niemcy odpadły!"

Tych wkurwia przypominanie, że są z PiS-u.

A, no i oczywiście twardy aktyw tłumaczy teraz na wyprzodki dlaczego tamta nowelizacja ustawy o IPN była "głupia, nierealna, niewłaściwa, nieskuteczna, niemożliwa do realizacji" - a dopiero ta nowelizacja nowelizacji jest świetna. Juryści, można powiedzieć… To już jest wprost naśladowanie robiących z gąb cholewy posłów i ministrów, którzy najpierw pierwotną nowelizację zachwalali, potem zapewniali, że do żadnych jej zmian nie dojdzie, a teraz właśnie w półtorej godziny… zmienili zdanie.

Naiwnych podpuszcza się też metodą pozornie wyrafinowaną, a w istocie żenująco aż prymitywną. "Teraz już Amerykanie i Izrael nie będą mogli...". Mili Państwo… naprawdę ktoś jest tak głupi, żeby to szczerze powtarzać? Kto niby czegokolwiek Amerykanom i „Izraelowi” zabroni, III RP? Właśnie okazaną potęgą i autorytetem? "Sądy amerykańskie nie będą mogły zasądzać wyłudzeń żądanych przez przemysł holocaustu" – naiwni brną dalej. O, to zmienili też jakieś amerykańskie przepisy oraz amerykańskich sędziów? To fajnie. Oczywiście. Przecież właśnie udowodniono polską odporność na naciski… Proszę wybaczyć, ale amerykańskie sądy będą orzekały co zechcą, a wykonalność takich wyroków w Polsce - a przede wszystkim zapewne zbiorcze zaspokojenie tego typu roszczeń - będą wynikać z woli politycznej i politycznych decyzji. Decyzji Waszyngtonu i Tel Awiwu, które strona polska będzie jedynie wykonywać – tak jak wykonała i to ostatnie. Większość po prostu nie wyszła chyba jeszcze z szoku i powtarza tylko w malignie, że "to niemożliwe, na pewno coś za to dostaliśmy, jakieś gwarancje, prawda? Tylko takie pewnie skomplikowane, prawnicze, to nam tego nie mówią... Ale nie mogli nas tak po prostu...". Mogli. I załatwili. Droga do ostatecznego ograbienia polski przez światowy syjonizm została właśnie jeszcze szerzej otwarta.

Niedowidzącym oczywiście wciąż podsuwać się będzie uspokajające obrazki, jednak efekt będzie jak w znanym filmie: oczom oglądających ukazał się las. Las plusów...

W tej sytuacji pozostaje zawsze ostateczna broń PiS-u: „genialnym manewrem zniweczyli kolejny szatański plan Rosji,Putin udławił się korkiem od szampana. To największe zwycięstwo od czasów Kircholmu! Od Rokitnej! Te Deum...!” Chodzi zaś po prostu o to, że PiS jest na pozycjach nie do obrony z punktu widzenia polskiej racji stanu. Dlatego muszą rozpaczliwie powtarzać, że kto to dostrzega - jest "agentem Moskwy". To ich jedyna zasłona przed tym, co sami zrobili Polsce.

Pytanie o Polskę

Spin-doktorzy i liderzy PiS-u muszą sobie zdawać z rozczarowania i szoku środowisk patriotycznych, a także groźby ich zorganizowania się przeciw kłamstwom i uległości rządu. Stąd właśnie z góry ochrzczenie wszystkich krytyków i oponentów z pozycji narodowych polskich mianem „ruskich agentów”, rozmywanie rozmiaru poniesionej klęski nieistotnymi detalami i piętrowymi oszustwami propagandowymi, nic jednak nie jest już w stanie ukryć oczywistych wniosków.

Realny, polski problem polega na tym, że spór o tę dubeltową nowelizację nie sprowadzał się ostatecznie, w samym swym finale ani do kwestii "polskich obozów", ani nawet do tak postulowanej przez Kresowian penalizacji banderyzmu, ani do żadnego innego z jej papierowych zapisów - tylko to odpowiedzi na fundamentalne pytania: 

Czy Polska jest, czy nie jest suwerenna? Oraz - skoro nie jest - jak daleko posunięty jest zakres jej uzależnienia? Czyli inaczej: czy ktoś może ultymatywnie podyktować Polsce niekorzystną zmianę przyjętego legalnie prawa? 

Spór został rozstrzygnięty, odpowiedzi udzielono.

„Sukces PiS” i klęska Polski

Kluczem do PiS-owskiej bieda-narracji sukcesu – pozostaje więc zagadywanie tego fundamentalnego problemu poprzez próbę wbicia Polakom zbitki, że jednorazowa deklaracja Netanyahu o "ironicznym brzmieniu frazy polskie obozy" - ma jakiekolwiek znaczenie. Czy ktoś z powtarzających tę bezmyśl - mógłby wyjaśnić łaskawie jakie to znaczenie i co z owego zdanka konkretnie dla Polski dobrego wynika? Oraz jak równoważy ono ewidentną klęskę dyplomatyczną, jaką poniosła Polska i wyrzeczenie się suwerenności, dokonane właśnie przez Sejm RP?

„Izraelskie” NIC dla Polski

Kiedy prezydent Duda skierował nowelizację ustawy o IPN do TK i zapowiedział jej zmianę - też niektórzy nic nie zrozumieli, myśląc, że o to chodziło i teraz nowe prawo już obowiązuje. Drugi raz okazywanie takiej ignorancji i niezrozumienia co dzieje się na oczach Polaków - to już jednak pewna przesada. A zatem jeszcze raz:

Komuś się naprawdę wydaje, że na tę nieszczęsną deklarację będzie się np. można powołać w amerykańskich sądach, gdy te będą rozpatrywać żydowskie roszczenia majątkowe wobec Polski? Albo że z tym kwitkiem w rękach nagle zamkniemy usta atakującym "polski antysemityzm"? Skąd bierze się tak naiwna wiara? Znaczenie deklaracji trwało tak długo, jak jej odczytywanie przez Netanyahu, czyli jakieś 3 minuty.

Starając się nikogo nie obrazić takim porównaniem - sanacja jeszcze we wrześniu 1939 r. przekonywała Polaków o odnoszonych niebywałych wręcz sukcesach dyplomatycznych Polski. To znaczy tak mniej więcej do połowy września...

Kto myśli – ten agent!

Oni zresztą przecież w głębi nawet swych małych rozumków wiedzą przecież, że przegrali, więc PiS jeszcze bardziej upraszcza przekaz: "Udało nam się uzyskać zadowolenie Izraela, a kto krytykuje - ten ruski agent!". I wszystko jasne... W sumie więc teraz ważne będą wnioski i profilaktyka - trzeba by w sumie projekty ustaw wysyłać do Tel Awiwu do akceptacji przed uchwaleniem, żeby potem nie musieć się tak spieszyć. Albo niech nam przysyłają od razu gotowe…

PiS rozpaczliwie wraca więc do jedynego faktora swojej (?) pseudo-dyplomacji – krucjaty przeciw urojonemu „rosyjskiemu niebezpieczeństwu”. Jest to pochodna piętrowego absurdu – wymyślono zagrożenie ze stronu Kremla, żeby utrzymywanie podległości wobec USA (a zatem i „Izraela”) jawiło się jako jedyna wartość i sens istnienia III RP. A skoro tak – to trzeba za to płacić każdą zażądaną od nas cenę: w żywej gotówce za gaz, w znoszonych upokorzeniach, w wykonywanie dowolnych zleceń czy to na odcinku europejskim, czy ukraińskim. Pomyślmy więc i odwróćmy to rozumowanie: wystarczyłoby więc unormować stosunki z Federacją Rosyjską, by tak kosztowne relacje ze Stanami Zjednoczonymi i „Izraelem” przestały być nam tak potrzebne i priorytetowe, a więc i zniknęłaby konieczność (?) płacenia za nie.

Oczywiście jednak, PiS tego nie zrobi. Dlatego proszę raz na zawsze zapamiętać, zamiast za każdym razem durnowato dopytywać:

Kto krytykuje rząd - jest agentem Moskwy. Bo tylko agenci Moskwy krytykują rząd.

Iść i powtarzać.

Agentem Moskwy jest każdy, kto zaprzecza, że nim jest - co jest dowodem typowego agenturalnego zakłamania. I każdy, kto nie zaprzecza - na co wskazuje okazywana w ten sposób perfidia.

Oczywiście, cała bajka o "osamotnieniu Polski"to pochodna wbijanego Polakom do głów łże-aksjomatu, że jakiekolwiek stosunki międzynarodowe można i należy mieć wyłącznie na Zachodzie. W tym konkretnym przypadku jednak argument ad Putinum faktycznie jest jeszcze bardziej absurdalny, bo to przecież nie Putin uchwalił tę ustawę pułapkę, tylko Kaczyński...

PiS najpierw samo nakręciło aferkę z marginalnym problemem "polskich obozów", żeby tanio - jak sądzili - uwiarygodnić swój niezłomny patriotyzm. Potem wymyślili, że strzelą taką niegroźną ustawkę dla przykrycia dętej aferki z "polskimi nazistami". A "Izrael" i Amerykanie tylko ich podprowadzili za rączki. Skoro kura sama chce się skubać wrzeszcząc, że tak jej będzie ładniej...

Czas upodlenia

Kryzys w stosunkach międzynarodowych unaocznia też jeszcze głębszy kryzys wewnętrzny Polski.Popatrzmy. W ostatnich miesiącach bodaj tylko jedno jeszcze państwo było poddane równie dotkliwej, a może nawet groźniejszej (ze względu na bezpośrednie zagrożenie wojenne) presji międzynarodowej. Macedonia zmuszona została - podobnie jak Polska - poddać się dyktatowi zewnętrznemu. W tamtym przypadku - Komisji Europejskiej, NATO, a w tle oczywiście Stanów Zjednoczonych, wymuszających przyjęcie żądań greckich, zmianę nazwy państwa i wycofanie się z dotychczasowej polityki historycznej Macedonii. Sytuacje podobne, zachodzą też jednak poważne różnice. W Macedonii posłowie i ministrowi mniejszości narodowej popierającej żądania zagranicy - występują jawnie i nie udają Macedończyków. Po drugie zaś - prezydent państwa odmówił podpisania haniebnych ustaw potwierdzających kolonialny status kraju, na ulice macedońskich miast wyszły zaś wielotysięczne manifestacje w obronie suwerenności i godności narodowej. No, ale Polska to przecież nie jakieś tam Bałkany...!

To znak czasów... Za niesławnej pamięci AWS posłowie opuszczali klub partii rządzącej z powodów ideowych, na znak sprzeciwu wobec fatalnych decyzji bijących w polską suwerenność i/czy warunki życia Polaków. Tak swoje koła zakładali Łopuszański Słomka. Za pierwszych rządów PiS-u dając się fatalnie wymanewrować, ale jednak dla idei z klubu i z funkcji zrezygnował Jurek. Ilu posłów PiS-u czynnie zaprotestowało przeciw hołdowi Morawieckiego dla Netanyahu? I jeszcze tych z WiS-u w to wciągnęli...

Orły Kaczyńskiego

Każda partia rządząca w końcu wpada na pomysł, że nie trzeba nic robić – wystarczy tylko głośno mówić, że się zrobiło. Przez jakiś czas to działa – bo ludzie chcą wierzyć i nie lubią dowiadywać się, że po raz kolejny popełnili błąd przy urnie wyborczej. PiS jednak gra jeszcze grubiej – stara się oczywiste klęski przedstawiać jako równie ewidentne sukcesy. Zastanówmy się, czy najnaiwniejszy nawet kibic przełknąłby taki komunikat po wyczynach „orłów Nawałki”:

"Te przegrane mecze okazały się być ważniejsze niż gdybyśmy je wygrali! Nasza drużyna napotkała zdecydowany opór ze strony całego świata i nie wszystkie jej wysiłki spotkały się z odpowiednim zrozumieniem. Jednak dzięki 1:2 z Senegalem i 0:3 z Kolumbią świat usłyszał o problemie polskiej piłki, czego bez takiego rozegrania tych meczów nie udałoby się osiągnąć.

Odpadniecie z Mistrzostw jest więc naszym wielkim sukcesem i pozwoli nam teraz rozwinąć wielką ofensywę futbolizacyjną, a fakt, że japoński bramkarz, którego uznajemy za przedstawiciela wszystkich bramkarzy świata, pozwolił sobie strzelić tę bramkę - otwiera przed nami nieznane wcześniej możliwości, bo teraz już wszystkie Japonie i inne drużyny pozwolą sobie na pewno, jesteśmy o tym przekonani po tej jednej bramce strzelić i chyba na pewno nie będą grały w napadzie! Mamy nadzieję. Tak nam się przynajmniej prawie na pewno wydaje. Chyba. W każdym razie tak zakładamy w polskiej wersji tego meczu.

Szczególnie niepokoiła nas też postawa Niemiec, które zaczęły udawać, że nie były odpowiedzialne za wygrywanie Mistrzostw Świata i też zaczęły prezentować się jako ich ofiara. Tylko zdecydowana postawa polskiej drużyny pozwoliła jednak obronić stanowisko, że to my zawsze będziemy największymi ofiarami!".

Przekonani? No właśnie.

[i]A tak w ogóle, to podejrzewam lobbing prokuratury rejonowej z Oświęcimia. Już nie będą musieli przesłuchiwać z mojego zawiadomienia prezydenta "Izraela" za to co mówił o "polskim udziale w holocauscie". A już, już pewnie lecieli go wzywać!